Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę

Kino i telewizornia

niedziela, 03 lutego 2008

Coś ostatnio wszystko przegapiam, wczorajsze zawirowanie z klawiaturą sprawiło, że trudno mi było wszystko ponadrabiać, ale od czego jest spokojna noc? Ale odnotowałem tym razem, wczoraj, jak co roku 2-go lutego był to Dzień Świstaka, którego główna ceremonia odbywa się w USA w stanie Pensylwania w miasteczku Punxsutawney. Budzą biednego świstaka z zimowego snu, który ma na imię Phil, i pytają się go czy widział swój cień, jeśli zobaczył znaczy że zima potrwa jeszcze przez 6 tygodni, a jeśli nie ujrzał swojego cienia, wiosna już blisko. Oto z YouTube relacja z tegorocznej ceremonii.

No i co, świstak Phill w tym roku oznajmił, że zima jeszcze potrwa, a my trwamy w niekończącej się jesieni za oknami - przynajmniej w Warszawie. Ceremonie 2go lutego z tego co widzę nie ograniczają się jedynie do miasteczka Punxsutawney, w którym owe święto istnieje już od 122 lat i odbywa się główna ceremonia, szperając po YouTube, znalazłem także relacje z Woodstock w stanie Illinois, gdzie świstak nosi imię Willie:

Grzegorz Turnau kiedyś śpiewał, że "każdy ma swój kawałek cienia, brak cienia jest dowodem nieistnienia" - wiec może lepiej aby zima jednak była, niż ta jesienna ponura nuda. U nas na takie święto jak Groundhog Day by nie przeszło, z prostego powodu, idę o zakład że zaraz jakby tylko ktoś wpadł na taki pomysł, zostałby z miejsca posądzony o walkę z kościołem i propagowanie tradycjom pogańskim a nawet satanistycznym - już takie głosy słyszałem względem topienia marzanny;) Zawsze tego dnia przypomina mi się także wspaniały film, "Dzień świstaka" (Groundhog Day), gdzie Bill Murray i Andie MacDowel stworzyli wspaniałe kreacje, zaś sam obraz, zasłużenie jest okrzyknięty mianem kultowego, wszak powiedzenie "dzień świstaka" weszło do naszego języka potocznego. Teraz sobie uświadomiłem, że widziałem ten film ładnych parę razy, a po pierwszym obejrzeniu, jak tylko wszedł on do naszych kin (teraz sobie uświadomiłem, że było to jakieś 15 lat temu), zwyczajnie mnie zauroczył. Rozpisywał się nie będę o fabule, bo nie wierzę aby ktoś był, kto nie widział tego obrazu przynajmniej raz, w każdym razie zawsze 2-go lutego, nie widząc tego filmu, śmieję się ale i popadam w lekka zadumę, nad wpędzaniem się w niekończący i powtarzający się dzień, zastanawiając się czy naprawdę nie mógł on być innym dniem;)

Dzień świstaka - Groundhog Day

Czas powracać do własnego dnia świstaka...

środa, 12 grudnia 2007

Nareszcie udało mi się do końca obejrzeć (ostatni odcinek) serialu Ekipa. Telewizji praktycznie nie oglądam już ostatnio, w szczególności seriali, lecz nazwiska trzech reżyserek przykuło jednak mą uwagę, ale postanowiłem go śledzić na płytach DVD wydawanej przez Wyborczą (bez szatkowania reklamami). Reżyseria generalnie rodzinna, można było by rzec: Agnieszka Holand - nie wymaga wyjaśnień, Magdalena Łazarkiewicz (siostra Agnieszki Holland)- od czasu jej filmu "Ostatni dzwonek" (mam bardzo osobisty sentyment do tego filmu, gdyż opowiada o moim pokoleniu - ale o tym może kiedyś) każe mi śledzić każdy film z którym związane jest to nazwisko i ostatni reżyser to Katarzyna Adamik (córka Agnieszki Holland. Pewnie każdy już słyszał o tym serialu, nawet przed wyborami gdzieś przeczytałem hasło "Turski na premiera" - co oznacza że fikcyjni jego bohaterowie zaczęli już u nas powoli egzystować własnym życiem. Dziwny to czas, kiedy rozpoczęła się emisja tego serialu, śmiem nawet twierdzić, że mógł on mieć wpływ na wynik wyborów - jestem realistą, więc powiem że z pewnością przynajmniej na kilka nawróconych osób aby nie pozostawać biernymi i bezradnymi wobec otaczającej nas rzeczywistości. Serial o tyle ciekawy, że pokazujący i politykę i kulisy rządzenia, po pierwsze w naszej rzeczywistości, choć oczywiście z fikcyjnymi bohaterami i wydarzeniami, po drugie optyka widzenia wydarzeń z kancelarii rady ministrów - również ciekawy pomysł, gdyż to co zazwyczaj znamy, to efekt finalny, zręcznie podawany medialnej obróbce.
Główną postacią, jak na URM przystało, jest premier Turski, lecz z jednej strony uważam że postać ta jest jednak przeidealizowana, człowiek z zasadami który zawsze postępuje zgodnie z nimi nawet wbrew partiom tworzącym koalicję, choć z drugiej strony, owa postać w czasie kiedy powstawał ten serial była potrzebna, aby pokazać i uświadomić nam wszystkim, czego powinniśmy wymagać od polityków którzy chcą walczyć o nasze względy i czym się kierować przy wyborze - sam parę razy słyszałem jak. W sieci nawet znalazłem forum specjalnie poświęcone temu serialowi, nawet się na nim coś mówi o drugim sezonie, lecz wydaje mi się, że po dwuletnim chaosie i stopniowym wracaniu do rozsądku po tym czasie, serial ten nie będzie już potrzebny, choć myślę że powinno się go puszczać przed każdymi wyborami w ramach przestrogi przed siłami, które pod płaszczykiem frazesów "o patriotyzmie" chcą tak naprawdę jedynie dbać o swój interes zgodnie z zasadą że cel uświęca środki.
Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, otóż w tym serialu odnalazłem drobne strzępki, czego dawno nie widziałem w nowych produkcjach, w scenach z byłym premierem Nowaszem zniszczonego grą teczkami, którą kreuje Janusz Gajos, polskiego starego kina moralnego niepokoju.

środa, 02 maja 2007
1 maja, TVP miała nas uraczyć wielkim wydarzeniem, którym miał być pierwszy odcinek kontynuacji serialu "Alternatywy 4", zatytułowanego "Dylematu 5". Co prawda telewizji prawie nie oglądam, lecz skuszony taką zapowiedzią, oraz zbyt chłodną jak na majówkę pogoda za oknem - co odwiodło mnie skutecznie od wyskoczenia za miasto (a może to efekt starości hihihi) zasiadłem aby się pośmiać i trochę też powspominać stare dzieło Bareji. To co ujrzałem było żenującym widowiskiem, jakiego w życiu nie było mi dane oglądać, i nie był to efekt nastawienia się że będzie to istotnie ciągnięcie Alternatywy 4, ale jako nawet jako oderwany od tego dzieła, serial. Podobno w Dylematu 5, jak przeczytałem jest wiele gorszych lub lepszych dowcipów, jakoś poza jednym opowiadanym przez Balcerka, czegoś takiego nie widziałem, mało tego właściwie wyglądało to wszystko jakby było kręcone bez kompletnie żadnego scenariusza, zaś od strony technicznej wyglądało to jakby było kręcone z ręki, w wielkim pośpiechu i chaosie. Reżyserem tego cyrku jest pan Warchoł, którego kręcił jest także sitkom "Bulionerzy", których widziałem kilka odcinków, ale pomimo niskich lotów w porównaniu z Dylematu 5 można mówić o prawdziwym arcydziele. Dziwię się już jedynie bardzo, znanym i lubianym aktorom znanym z dobrych filmów i desek teatrów, jak Wojciech Pokora, Witold Pyrkosz, Stanisława Celińska, Kazimierz Kaczor i innym - że wzięli udział w tym beznadziejnym przedsięwzięciu. Niejeden amator z kamerą cyfrową mógłby zrobić coś podobnego, ale coś czuję że wymyśliłby o wiele śmieszniejsze dialogi, które by trzymały się przynajmniej kupy. Telewizja Polska według mnie popełnia poważną profanacje wmawiając widzom, że jest to czegokolwiek kontynuowanie! Dzisiaj przynajmniej ja nie mam już żadnego dylematu, czy oglądać drugą cześć "Dylematu 5" a jedyny czy czasami my wszyscy czegoś takiego nie sfinansowaliśmy płacąc abonament. Ale aby nie pozostawiać kompletnego niesmaku, coś z YouTube: