Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę

Inne

środa, 24 grudnia 2008

Świąteczny czas, to zazwyczaj lawinowego składania życzeń, masowej wysyłki słów. Najczęściej się jednak zdarza, o ile życzenia nie są skądś ściągniętym szablonem, jakimś wierszykiem, zazwyczaj życzymy innym chyba tego, czego sami pragniemy. Życzę więc Wam, przede wszystkim zdrowia, bez którego trudno jest realizować plany, samych dobrych ludzi, abyście spotykali na swej ścieżce życia... Tym co kochają opisywaną muzykę, wielu sposobności do jej chłonięcia oraz pozytywnych wrażeń... Tym co lubią szwendać się po górach i innych zakamarkach, mnóstwa nadarzających się okazji do wypraw i zgłębiania historii... zaś tym, którzy znajdują radość w obcowaniu z dziką przyrodą, aby jak najczęściej nawet źdźbło trawy w wielkomiejskim chodniku, potrafiło cieszyć.

Wesołych świąt

A dla ucha, coś świątecznego, choć to nie kolęda, zespół The Pouges z Kirsty MacColl, w utworze "Fairytale of New York":

Jedynie pani M. życzę jedynie, aby te święta oraz sylwester, nie były gorsze od moich zeszłorocznych, ale co najmniej do nich zbliżone...

Dawno nie było tutaj wpisu, za co przepraszam wszystkich, ale bałem się dotrzeć w wędrówkach do czasu wyjazdu w Bieszczady, w czasie którego zahaczyłem o kawałek Bieszczadzkich Aniołów a zarazem nie napisać o pani M. (tegorocznym Urbanie tegoż festiwalu) o której to osobie, w sposób zakamuflowany, było już sporo na tym blogu. Ponieważ ponoć prawda nawet gorzka, jest lepsza od kłamstw, reaktywuję te zapiski, też z może z powodu, że przypomniały mi sie zeszłoroczne święta oraz sylwester.

14:09, konread , Inne
Link Komentarze (8) »
sobota, 26 lipca 2008

Plac Wilsona czy plac bankowy?

O Warszawie mało piszę, prawie wcale, ale są rzeczy, po przeczytaniu których trudno pozostać jedynie biernym obserwatorem. Wczoraj z grupy Żoliborskiej na GoldenLine, otrzymałem do podpisania petycję, tego co wyprawia się z czynszami na lokale użytkowe na samym placu Wilsona i okolicy. Tutaj znajdziecie tą petycję:

Petycja w sprawie placu Wilsona

Na placu Wilsona bywam często i co sie rzuca w oczy to niesamowita ilość oddziałów różnych banków, kosztem księgarń, kawiarń i innych sklepów. Najlepszym przykładem jest to, że po podniesieniu czynszów przez tamtejszą spółdzielnię mieszkaniową, cukiernia Bliklego zapowiedziała że jej nie stać na tak wysokie opłaty, która znajdowała sie przy kinie Wisła, a wszyscy Warszawiacy wiedzą, że jest to lokal renomowany, i wcale nie z najniższymi cenami, który stać na czynsz w atrakcyjnych miejscach.

Plac Wilsona i banki

Cała sytuacja dziwi mnie o tyle, że generalnie banki, w dobie usług internetowych oraz sieci bankomatów, wycofują sie z prowadzenia klasycznych oddziałów, i tym samym obniżając koszty własne. Widać na Żoliborzu zapanowała pomiędzy bankami niezdrowa konkurencja, która w sposób negatywny odbija się na okolicznych mieszkańcach i osobach które często bywają na placu Wilsona i okolicach, zaś spółdzielnie mieszkaniowe zamiast dbać o dobro mieszkańców, zamieniają w prywatne przedsiębiorstwa, korzystając z tej sytuacji. A o to kilka suchych liczb, obecnie na samym placu Wilsona znajduje się 9 banków, zaś w najbliższej okolicy 30!!!
Swoją drogą nie dalej jak wczoraj właśnie wracając z Centrum, chciałem coś zjeść przy pl. Wilsona, i oczywiście jest to nie możliwe, akurat jedyne miejsce które pozostało w dyspozytorni ZTM, przywitało mnie karteczką "Urlop", choć z drugiej strony cieszę się, że poznikały paskudne budy z hod-dogami z placu, to jednak nic nie zostało stworzonego w zamian!

Krakowskie przedmieście bez kiosków

Skoro już się przełamałem i zacząłem pisać o Warszawie, jeszcze jedna rzecz która mnie uderzyła parę dni temu, załatwiając służbowe sprawy, zawędrowałem na Powiśle, skąd przespacerowałem się pod Uniwersytet Warszawski, aby stamtąd wrócić autobusem do domu. Nie mam w zwyczaju kupować biletów na zapas, więc zacząłem szukać kiosku. I co się okazało? na całym Krakowskim Przedmieściu zlikwidowano w ramach remontu kioski! Doszedłem aż do placu Zamkowego, a tam także wszystkie zniknęły. Dopiero na ulicy Miodowej ale przy ulicy Długiej dorwałem jedyny jak widać zachowany kiosk który działa w bloku. Cóż akurat jest sezon turystyczny, i akurat to może być fatalną wizytówką miasta i to jeszcze na tak reprezentacyjnej, zdawać by się mogło ulicy. cześć i chwała za to, że poznikały paskudne budki z fastfoodami, ale z kioskami to już ktoś poważnie przesadził. W sumie ja nie narzekam, miałem czas, pogoda ładna, dobrze mi zrobił trochę dłuższy nie planowany spacer, zaś bilet mogłem nabyć w autobusie, ale w końcu kioski nie ograniczają się jedynie do handlu biletami!

20:32, konread , Inne
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 lipca 2008

Zanim dokończę relację z Campu Blogerów, Głuchołaz i rewelacyjnej tegorocznej KROPKI w Głuchołazach, zacznę od końca, gdyż pobiłem chyba rekord jazdy pociągiem jak na dzisiejsze czasy z wciąż galopującym rozwojem techniki.

Dla PKP Głuchołazy leżą w Czechach

Po pierwsze dojechać z Warszawy do Głuchołaz jest problem, gdyż korzystając z internetowej wyszukiwarki połączeń PKP, dowiadujemy sie, że generalnie istnieje tylko jedno, a reszta połączeń przez Czechy, co kiedy się przeanalizuje dogłębniej połączenia, nie patrząc na internetową rozpiskę, można ich wyszukać znacznie więcej!

Kradzież trakcji pod napięciem

Ponieważ postanowiłem wracać ze znajomymi do Wrocławia, skąd miałem nadzieję bez problemów dostać sie do Warszawy, okazało sie, że paradoksalnie podróż znacznie mi się wydłużyła. Chciałem zaoszczędzić i zamiast tłuc się ekspresami za niemałe pieniądze, które w dodatku się spóźniają zaś komfort jazdy pozostawia wiele do życzenia. Wspomnę tylko że wracając z Campu Blogerów z Gdyni, ponieważ bylem padnięty odżałowałem prawie 100zł na bilet na ekspres, efekt - do Warszawy przyjechał z półgodzinnym opóźnieniem, w dodatku wagony były w składzie stare i zdezelowane - ciekawy komfort jazdy nie wspominając o punktualności za którą ponoć się dopłaca!

Z Wrocławia pośpieszny Karkonosze miał odjechać o 00:01 a dojechać o 6:00 do Warszawy, jednak po zajęciu miejsca we Wrocławiu, na dodatek miejsce miałem na korytarzu, pociąg ruszył dopiero około drugiej, aby drogą okrężną pokonać chyba w trzy godziny trasę do Opola, gdzie czekaliśmy chyba znowu ponad godzinę w pociągu. Do Warszawy dojechałem około 11!!! Na dodatek pociąg był pełen młodzieży w dresach, która powracała z jakiegoś koncertu rapowego - nie muszę chyba już więcej mówić, jak szybko z klimatów piosenki turystycznej i poezji śpiewanej, szybko zostałem ściągnięty na ziemię.
Powodem tego wszystkiego była kradzież trakcji kolejowej, i to dość nietypowej, bo zwinięto kilkaset metrów przewodów które były pod napięciem 3300 volt! Cóż, oczywiście trudno winić za kradzież w tym wypadku PKP, ale jednak połączenia zastępcze i ewentualnie przygotowane lokomotywy spalinowe powinny być przygotowane na takie okoliczności i nie powinno to trwać aż tyle szczególnie na jednej z ważniejszych co by nie mówić linii kolejowych. Trochę poczułem się jakbym podróżował w czasach, kiedy składy kolejowe były ciągnięte przez parowozy - taki egzemplarz z resztą właśnie stoi przy stacji w Opolu, jednak o dziwo wtedy można było nakręcać zegarki według jeżdżących pociągów:

Opole - parowóz

Swoją drogą taka kradzież musiała być perfekcyjnie przygotowana, nie tylko złodzieje wiedzieli jak należy obchodzić się przewodami pod tak wysokim napięciem, ale także dysponować ciężkim sprzętem. Tak więc z pewnością nie można tego tłumaczyć tym, że ktoś coś ukradł, bo brakowało mu na jedzenie, a często tego rodzaju złodziejstwa w ten prosty sposób rozgrzeszamy, w dodatku tego rodzaju wybryki mogą doprowadzić do jakiejś poważnej katastrofy, której na szczęście tym razem nie było.

23:03, konread , Inne
Link Komentarze (5) »
czwartek, 01 maja 2008

Blog trochę zaniedbałem, ale ponieważ jak widzę, trochę się ludzi po nim pałęta, może kilka linków pod którymi warto złożyć swój znak protestu, przy okazji organizacji igrzysk olimpijskich w Chinach:

Fair play. Free Tibet.
List otwarty do premiera rządu Donalda Tuska

Dlaczego o tym wspominam? Otóż mi się osobiście otwiera scyzoryk w kieszeni, kiedy słyszę i czytam wypowiedzi sportowców, aby nie mieszać szczytnej idei igrzysk olimpijskich z polityką. Pragnę tym osobom przypomnieć o jednym istotnym fakcie, że w Chinach nieprawomyślni obywatele byli i są rozstrzeliwani w egzekucjach publicznych, właśnie także organizowanych na stadionach, co oczywiście ma służyć zastraszeniu całego społeczeństwa i warto aby taki "olimpijczyk" jeden z drugim, startując w tej imprezie, zastanowili się czy czasami właśnie na przykład nie biegną po bieżni jednego z takich "obiektów sportowych", lub czy po całej olimpiadzie nie będzie on czasami wykorzystywany właśnie do takiego celu. Bardzo dobre jest porównywanie tej imprezy, do olimpiady w Berlinie w 1936 roku, w której był w rzeczywistości przyzwoleniem na metody terroru już wtedy widoczne wprowadzane przez Hitlera dla rozprawienia się z niewygodną opozycją. Kolejna sprawa to fakt, że są dwa powody, dla których bardzo byłem zdziwiony że Chinom powierzono organizację tych igrzysk, z jednej strony jest sprawa Tybetu, z drugiej właśnie terror jaki panuje w tym kraju, niewolniczej pracy za przysłowiową miskę ryżu. Sprawa Tybetu niestety pokazuję prawdziwą hipokryzję państw rozwiniętych, które jednego dnia przyjmują na salonach Dalajlamę, zapewniając o solidarności z okupowanym narodem i podjęciu "odpowiednich kroków", a następnego dnia, podpisują kolejny intratny kontrakt gospodarczy z Chinami. O Tybecie można by było mówić, że jest to wewnętrzna sprawa Chin, gdyby nie terror, który ma doprowadzić do unicestwienia kultury tego narodu. Warto sobie przypomnieć, że nie tak dawno odgórnym państwowym dekretem, zakazano czczenia przyszłego następcy Dalajlamy - jestem ciekaw jaki szum by się zrobił, gdyby w jakimś kraju dekretem wprowadzono by zakaz adoracji chrześcijańskich znaków kultu i jakie wtedy były by wypowiedzi naszych "sportowców-olimpijczyków", których większość pewnie uważa się za katolików.
Sam uważałem od dość dawna, co czas najlepiej pokazuje, wprawdzie że pisanie i podpisywanie tylko samych deklaracji w obronie czegokolwiek, niezbyt wiele daje, jednak są sytuacje w których właściwie tylko dzięki nim możemy czuć się odrobinę mniej bezradni na to, na co wpływu bezpośredniego nie mamy i mieć nie będziemy, ale warto przypomnieć sobie jak świat reagował na to co sie działo w Polsce w latach 80-tych i wprawdzie tego rodzaju akcje nie miały bezpośredniego wpływu na to co dalej wydarzyło sie w roku 1989, jednak warto pamiętać jak te głosy pozwalały patrzeć z większym optymizmem w przyszłość, pomimo że było to uczucie ze wszech miar jednak trochę naiwne. Akurat chyba działania Amnesty International, może jeśli nie są skuteczne, są z pewnością najgłośniejsze, także dzięki globalnemu zasięgowi tej organizacji, lecz zawsze składając podpis trochę się czułem, jakby był to sposób tylko na uspokojenie własnego sumienia, nie wymagający na dodatek zbyt wielkiego wysiłku.

Warto sobie także przypomnieć, że w roku 1989, 4-go czerwca, kiedy u nas odbywały pierwsze, prawie wolne wybory (akurat miałem możność w tym uczestniczyć w znanej Niespodziance na pl. Konstytucji) i kiedy my cieszyliśmy sie z tego historycznego wydarzenia, choć nie każdy zdawał sobie sprawy że chore aspiracje wielu ludzi zmienia znacznie charakter tej wygranej, a może to my, wtedy jako piękni i młodzi patrzyliśmy także zbyt idealistycznie i naiwnie na świat? W każdym razie kiedy my sposobiliśmy się do wyborów, w nocy z 3 na 4 czerwca, właśnie w Pekinie na placu Niebiańskiego Spokoju, na rozkaz władz chińskich otworzono ogień do studentów, i nasza reakcję w postaci miasteczka namiotowego pod chińska ambasadą. Lecz pomimo tej tragedii, wszyscy byli o tyle dobrej myśli, że przyczyni sie ona do zmian w tym państwie, jednak minęło już prawie 20 lat od tych wydarzeń.

Czy można zrobić coś więcej, poza złożeniem podpisów? Pojawiła się wprawdzie inicjatywa bojkotowania chińskich produktów na naszym rynku, lecz przyznam się szczerze, że chyba osoby nawołujące do tego, nie w pełni przemyślały sprawę lub są to głosy typowej "warszawki". Na taką akcje po pierwsze stać tylko i wyłącznie ludzi naprawdę bogatych, wystarczy przejść się do pierwszego lepszego sklepu - nie oszukujmy się, dzięki taniej sile roboczej w Chinach, to my w rzeczywistości czerpiemy korzyści, podnosząc standard naszego życia, kupienie wielu podobnych artykułów jest albo nie możliwe, albo nagle ich cena jest wyższa o kilkaset procent. To jest niestety smutna, ale naga prawda, że to my, cała Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone, czerpią z tego źródła największe korzyści.

11:39, konread , Inne
Link Komentarze (4) »
środa, 30 kwietnia 2008
Lekko zmieniła się szata graficzna oraz tytuł, ale powraca blog, który będzie już w miarę na bieżąco prowadzony, którego forma fotobloga, raczej się nie zmieni w większości postów. Cóż przerwa i zmiany podyktowane były niemiłymi przeżyciami, lecz w tym wypadku wydarzenia które mnie spotkały nie wpłynęły na zmianę mojego widzenia świata, wręcz przeciwnie, stałem się tym, którym byłem jeszcze ponad trzy lata temu. Miało być bez wpisów zbyt osobistych, lecz ten post jest wyjątkiem, gdyż wszystkie sytuacje, były spowodowane przez jedną osobę, która, także ten blog traktowała jako źródło swej wiedzy. Bardzo oględnie mówiąc czasami człowiek na swej drodze życia może napotkać cukierka (nawet jeśli jest on kwaśny), ciekawie nawet mieniący się w opakowane sreberko, lecz kiedy pod tym sreberkiem, odkryjemy że kryje się gówienko, wtedy nawet na powrót zapakowanie go w mieniące się sreberko, by przypominało to coś cukierka, musi zakończyć się fiaskiem, bo co prawda z zewnątrz wygląd będzie niby ten sam, lecz dla wtajemniczonych nie będzie to już cukierek, a gówienko w sreberku. Wtajemniczeni wiedzą o czym piszę, bo cóż nauczyłem sie o tym mówić, ponieważ druga strona czyniła to samo, jedynie udając ból, w rzeczywistości czerpiąc radość z jego zadawania innym. Najgorsze jest to, kiedy o dziwo odczułem potrzebę zadania podobnego ciosu komuś zupełnie niewinnemu, na szczęście w porę się opanowałem, tylko zadałem sobie pytanie, dlaczego? Chyba z powodu, że nader często słyszałem zapewnienia o wielkim podobieństwie, a nawet "zrośnięciu dusz", wiec chciałem poczuć czy jest tak istotnie, i czy ból zadany przeze mnie także i mi przyniesie rozkosz. Jednak nie będę tego robił, na osobie nic nie winnej, jeżeli już zdobędę się, aby to sprawdzić, będzie to ta właśnie osoba. Mnie stać na Prawdę, i to bez względu na tego konsekwencje, tak jak zresztą było na nią zawsze mnie stać. I nie uczynię tego z chęci zemsty czy nienawiści - choć tej osobie na tym także zależało, bo zbyt często słyszałem pytanie "czy już mnie znienawidziłeś?", nie tylko także jedynie dla eksperymentu, sprawdzenia samego siebie. Z resztą dalej tej osobie nie życzę źle, może też dlatego, że wiem, że samo życie, jak zwierciadełko oddaje bardzo celnie nie tylko uśmiechy ale także zadane ciosy, a Prawdy nie musi sie wszak obawiać ta osoba, ponieważ sama była przynajmniej orędowniczka "budowania domu prawdy". Nie mam juz zamiaru omijać czy to koncertów SCOB, czy Bieszczad w czasie festiwalu Bieszczadzkie Anioły, a także innych miejsc, ani kryć prawdy ostatnich lat przed moimi znajomymi, zresztą o których opinię na temat części wydarzeń z tych kilku lat, tak była ciekawa - już wiem że przynajmniej, nauczyłem sie opowiadać tą historie, do jej zakończenia. Swoją drogą, ja który przez spora cześć mego życia, skutecznie stroniłem od hipokrytów i tzw. warszawki, już sie nawet przestałem zastanawiać, czy od zawsze i czy też od jakiegoś czasu, ta osoba stała sie uosobieniem tych dwóch cech... Unikać należy też osób, które zarzucają Wam brak zaufania, a potem zapewne zinterpretują właśnie to w ten sposób "nie pytał więc mu nie zależy".
ślad po aniołku
Przepraszam osoby postronne, nie wtajemniczone za ten post, który może sie wydać jakim bredzeniem, lecz jest on dla mnie pewnym zamknięciem czegoś, co starałem się zamknąć już kilkakrotnie, jednak bywają osoby, które muszą mieć obiekt, z którego cierpienia czerpią życiodajne siły, a ten tekst, już definitywnie pozwoli mi na przerwanie mojego osobistego Dnia Świstaka, bez względu na to, co przyniesie następny dzień...
Możliwe że jeszcze nie raz, będę się odwoływał do tych wydarzeń, bo w końcu z naiwności oraz błędów człowiek powinien czerpać naukę na przyszłość, zgodnie z zasadami; "co nas nie zabije, tylko nas może wzmocnić" i "kto stoi, ten się cofa"...
21:34, konread , Inne
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3