Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 26 lipca 2008

Plac Wilsona czy plac bankowy?

O Warszawie mało piszę, prawie wcale, ale są rzeczy, po przeczytaniu których trudno pozostać jedynie biernym obserwatorem. Wczoraj z grupy Żoliborskiej na GoldenLine, otrzymałem do podpisania petycję, tego co wyprawia się z czynszami na lokale użytkowe na samym placu Wilsona i okolicy. Tutaj znajdziecie tą petycję:

Petycja w sprawie placu Wilsona

Na placu Wilsona bywam często i co sie rzuca w oczy to niesamowita ilość oddziałów różnych banków, kosztem księgarń, kawiarń i innych sklepów. Najlepszym przykładem jest to, że po podniesieniu czynszów przez tamtejszą spółdzielnię mieszkaniową, cukiernia Bliklego zapowiedziała że jej nie stać na tak wysokie opłaty, która znajdowała sie przy kinie Wisła, a wszyscy Warszawiacy wiedzą, że jest to lokal renomowany, i wcale nie z najniższymi cenami, który stać na czynsz w atrakcyjnych miejscach.

Plac Wilsona i banki

Cała sytuacja dziwi mnie o tyle, że generalnie banki, w dobie usług internetowych oraz sieci bankomatów, wycofują sie z prowadzenia klasycznych oddziałów, i tym samym obniżając koszty własne. Widać na Żoliborzu zapanowała pomiędzy bankami niezdrowa konkurencja, która w sposób negatywny odbija się na okolicznych mieszkańcach i osobach które często bywają na placu Wilsona i okolicach, zaś spółdzielnie mieszkaniowe zamiast dbać o dobro mieszkańców, zamieniają w prywatne przedsiębiorstwa, korzystając z tej sytuacji. A o to kilka suchych liczb, obecnie na samym placu Wilsona znajduje się 9 banków, zaś w najbliższej okolicy 30!!!
Swoją drogą nie dalej jak wczoraj właśnie wracając z Centrum, chciałem coś zjeść przy pl. Wilsona, i oczywiście jest to nie możliwe, akurat jedyne miejsce które pozostało w dyspozytorni ZTM, przywitało mnie karteczką "Urlop", choć z drugiej strony cieszę się, że poznikały paskudne budy z hod-dogami z placu, to jednak nic nie zostało stworzonego w zamian!

Krakowskie przedmieście bez kiosków

Skoro już się przełamałem i zacząłem pisać o Warszawie, jeszcze jedna rzecz która mnie uderzyła parę dni temu, załatwiając służbowe sprawy, zawędrowałem na Powiśle, skąd przespacerowałem się pod Uniwersytet Warszawski, aby stamtąd wrócić autobusem do domu. Nie mam w zwyczaju kupować biletów na zapas, więc zacząłem szukać kiosku. I co się okazało? na całym Krakowskim Przedmieściu zlikwidowano w ramach remontu kioski! Doszedłem aż do placu Zamkowego, a tam także wszystkie zniknęły. Dopiero na ulicy Miodowej ale przy ulicy Długiej dorwałem jedyny jak widać zachowany kiosk który działa w bloku. Cóż akurat jest sezon turystyczny, i akurat to może być fatalną wizytówką miasta i to jeszcze na tak reprezentacyjnej, zdawać by się mogło ulicy. cześć i chwała za to, że poznikały paskudne budki z fastfoodami, ale z kioskami to już ktoś poważnie przesadził. W sumie ja nie narzekam, miałem czas, pogoda ładna, dobrze mi zrobił trochę dłuższy nie planowany spacer, zaś bilet mogłem nabyć w autobusie, ale w końcu kioski nie ograniczają się jedynie do handlu biletami!

20:32, konread , Inne
Link Komentarze (4) »
czwartek, 24 lipca 2008

Ostatnia cześć o poszukiwaniach skarbów w ramach Wakacyjnego Campu Blogerów. Zgodnie z informacjami zdobytymi od córki rybaka, docieramy do miejsca, które ma dwie nazwy: Mewia Rewa lub Rybitwia Łacha. Jest to długa łacha ciągnąca się od Cyplu Rewskiego aż do Kuźnic na Półwyspie Helskim, która oddziela wody Zatoki Puckiej i Zatoki Gdańskiej. Generalnie, przez ową łachę, można przejść z Rewy do Kuźnic nie zanurzając się głębiej niż do pasa w wodzie, lecz jest jedna przeszkoda, kilkadziesiąt metrów które zostały pogłębione specjalnie dla statków spacerowych, które dopływają do Kuźnic na Mierzei Helskiej. Jako ciekawostkę podam, że co roku jest organizowany Marsz Śledzia, o którym można przeczytać: Śledzie pomaszerują przez Zatokę. A tak wygląda ta łacha na zdjęciach satelitarnych lub lotniczych:

Mewia Rewa lub Rybitwia Mielizna
Mewia Rewa

Naszym zadaniem jest wykopanie informacji zakopanych w promieniu 10 metrów od flagi, jak widać za kopanie zabrali się wszyscy, jednak po pewnym czasie, nie wiadomo już było która część została przekopana, gdyż fale i mokry piasek sprawiał, że ślady poszukiwań bardzo szybko znikały z powierzchni piaszczystej łachy.

Rybitwia Mielizna - wykopywanie informacji

Ponieważ groźne chmury zaczęły nadciągać znad Gdańska, wszystko zostało przyśpieszone przez organizatorów, i po pomocy w rozszyfrowaniu dalszych wskazówek rozpoczęła się konkurencja w drożynach, bardzo marynarska, czyli przeciąganie liny:

Mewia Rewa - przeciąganie liny

W ten sposób została wyłoniona zwycięska drużyna, która w nagrodę otrzymała 5 litrową beczkę piwa. Ale w sumie nie ważne było kto wygra, cały urok był w przysłowiowym gonieniu króliczka, a nie jego złapaniu. Ponieważ chmury coraz szybciej nadciągały w naszą stronę, szybko zaczęliśmy się ewakuować z łachy do motorówek.

Rybitwia Mielizna - nadciągająca burza

Powrót na niejednej osobie zrobili wrażenie i w sumie był dodatkową atrakcją, ponieważ płynąć w burzy nawet po dość spokojnych wodach Zatoki Puckiej i Gdańskiej, wśród piorunów a nawet gradu, który popadał chyba z 5 minut, sprawił że powiało grozą, zaś sternicy chcąc jak najszybciej dopłynąć do Juraty, sprawili że kąpiel mieliśmy zarówno z góry, jak i z dołu, kiedy motorówki przecinały fale, tym samym dodatkowo podlewając nas słoną wodą z Zatoki.

Wrak okrętu podwodnego ORP Kujawiak

A teraz o tym, co pewnie było w planach, lecz najprawdopodobniej zostało wycięte, w skutek załamania się pogody. Otóż dopływając do Mewiej Rewy, według słów pięknej Kaszubki mieliśmy widzieć "kiosk podwodnego buda" czyli kiosk okrętu podwodnego. Osobiście akurat tego nie zauważyłem, więc postarałem się poszperać w internecie i znalazłem. Okazuje się że istotnie przy Rybitwiej Mieliźnie jest zatopiony ORP Kujawiak, który został wycofany ze służby w roku 1966 i zatopiony na głębokości około 3 metrów, reszta jest zaryta w piachu, przez co jego kiosk wystaje ponad poziom lustra wody i służy jako cel w czasie manewrów. Więcej zdjęć i informacji o tym wraku znajdziecie pod linkiem: ORP Kujawiak, a poniżej zdjęcie znalezione w sieci tego obiektu:

Wrak ORP Kujawiak

Cmentarzysko wraków

Jednak to nie jedyny wrak obok Rybitwiej Mielizny, jak widać na tym zdjęciu, obok jest prawdziwe cmentarzysko podwodne także innych jednostek, które zapewne także rolę w czasie morskich manewrów na wodach Zatoki Puckiej i Gdańskiej:

Wraki

środa, 23 lipca 2008

Druga częsć zdjęć z poszukiwać skarbu na wodach Zatoki Gdańskiej i Puckiej w ramach Wakacyjnego Campu Blogerów. Według uzyskanych informacji ruszamy motorówkami z Babich Dołów do Rzucewa.

Rzucewo i zamek

Kolejne zdanie ma polegać na dotarciu pływającego pomostu w Rzucewie i niedalekiego marszu z mapą, w miejsce gdzie mają być ukryte dalsze wskazówki. Okazało się, że po przejściu kilkuset metrów, wśród chaszczy pomiędzy którymi były ukryte wskazówki, oraz worek z upominkami dla każdej z ekip naszym oczom obiawił się zamek Jana III Sobieskiego w Rzucewie:

Rzucewo - zamek Jana III Sobieskiego

Oczywiście ponieważ ten zamek został wybudowany w 1840 roku przez rodzinę rodziny von Below, w stylu neogotyckim bardziej przypomina pałac, z dużymi okami oraz ładnym okalającym go parkiem. Obecnie sam zamek jest niczym innym, jak eksluzywnym hotelem, co w sumie widać po jego stanie i zadbanym zespole parkowym który go otacza, wyszło na zdrowie temu zabytkowi.

Rzucewo - zamek Jana III Sobieskiego

Po powrocie do pomostu, okazało się, że czas na iscie polowy obiad, wydawany z samochodu, typowo polski, czyli kotlet schabowy z ziemniakami:

Rzucewo - obiad

Na zdjęciu widać Hanulę i jedynego kontuzjowanego w czasie Wakacyjnego Campu Blogerów - Olsa. Motorówki czekają na nas przy pomoście:

Rzucewo - motorówki przy pomoście

Ruszamy zgodnie z nowymi wytycznymi i lądujemy na Cyplu Rewskim

Rewa

Na samym cyplu przykuwa nasze spojrzenia ciekawy krzyż, który został postawiony stosunkowo niedawno, bo w 2004 roku dla upamiętnienia ofiar pochłoniętych przez morze, składający sie z trzech kotwic:

Rewa - krzyż

Nasze zadanie polega na odnalezieniu córki kaszubskiego rybaka i wyciągnięciu od niej informacji. Sprawa tylko na pozór prosta, gdyż po odnalezieniu owej córki rybaka, okazało się, że mówi tylko w gwarze kaszubskiej i nie dość, że nie można zbytnio zrozumieć co do nas mówi, to jeszcze aby zyskać jej zaufanie musimy zażyć z nią tabaki:

Rewa - tabaka

Zacny aromat miała owa tabaka, bo mięty, dzięki czemu miało się wrażenie świeżego powietrza, które z lekka kreci w nosie. Z tego co mówi piękna Kaszubka, mamy dalej płynąć podanym przez nią kursem, aż nie zobaczymy kiosku łodzi podwodnej.
Ciąg dalszy nastąpi...

wtorek, 22 lipca 2008

Zanim dokończę relację z Campu Blogerów, Głuchołaz i rewelacyjnej tegorocznej KROPKI w Głuchołazach, zacznę od końca, gdyż pobiłem chyba rekord jazdy pociągiem jak na dzisiejsze czasy z wciąż galopującym rozwojem techniki.

Dla PKP Głuchołazy leżą w Czechach

Po pierwsze dojechać z Warszawy do Głuchołaz jest problem, gdyż korzystając z internetowej wyszukiwarki połączeń PKP, dowiadujemy sie, że generalnie istnieje tylko jedno, a reszta połączeń przez Czechy, co kiedy się przeanalizuje dogłębniej połączenia, nie patrząc na internetową rozpiskę, można ich wyszukać znacznie więcej!

Kradzież trakcji pod napięciem

Ponieważ postanowiłem wracać ze znajomymi do Wrocławia, skąd miałem nadzieję bez problemów dostać sie do Warszawy, okazało sie, że paradoksalnie podróż znacznie mi się wydłużyła. Chciałem zaoszczędzić i zamiast tłuc się ekspresami za niemałe pieniądze, które w dodatku się spóźniają zaś komfort jazdy pozostawia wiele do życzenia. Wspomnę tylko że wracając z Campu Blogerów z Gdyni, ponieważ bylem padnięty odżałowałem prawie 100zł na bilet na ekspres, efekt - do Warszawy przyjechał z półgodzinnym opóźnieniem, w dodatku wagony były w składzie stare i zdezelowane - ciekawy komfort jazdy nie wspominając o punktualności za którą ponoć się dopłaca!

Z Wrocławia pośpieszny Karkonosze miał odjechać o 00:01 a dojechać o 6:00 do Warszawy, jednak po zajęciu miejsca we Wrocławiu, na dodatek miejsce miałem na korytarzu, pociąg ruszył dopiero około drugiej, aby drogą okrężną pokonać chyba w trzy godziny trasę do Opola, gdzie czekaliśmy chyba znowu ponad godzinę w pociągu. Do Warszawy dojechałem około 11!!! Na dodatek pociąg był pełen młodzieży w dresach, która powracała z jakiegoś koncertu rapowego - nie muszę chyba już więcej mówić, jak szybko z klimatów piosenki turystycznej i poezji śpiewanej, szybko zostałem ściągnięty na ziemię.
Powodem tego wszystkiego była kradzież trakcji kolejowej, i to dość nietypowej, bo zwinięto kilkaset metrów przewodów które były pod napięciem 3300 volt! Cóż, oczywiście trudno winić za kradzież w tym wypadku PKP, ale jednak połączenia zastępcze i ewentualnie przygotowane lokomotywy spalinowe powinny być przygotowane na takie okoliczności i nie powinno to trwać aż tyle szczególnie na jednej z ważniejszych co by nie mówić linii kolejowych. Trochę poczułem się jakbym podróżował w czasach, kiedy składy kolejowe były ciągnięte przez parowozy - taki egzemplarz z resztą właśnie stoi przy stacji w Opolu, jednak o dziwo wtedy można było nakręcać zegarki według jeżdżących pociągów:

Opole - parowóz

Swoją drogą taka kradzież musiała być perfekcyjnie przygotowana, nie tylko złodzieje wiedzieli jak należy obchodzić się przewodami pod tak wysokim napięciem, ale także dysponować ciężkim sprzętem. Tak więc z pewnością nie można tego tłumaczyć tym, że ktoś coś ukradł, bo brakowało mu na jedzenie, a często tego rodzaju złodziejstwa w ten prosty sposób rozgrzeszamy, w dodatku tego rodzaju wybryki mogą doprowadzić do jakiejś poważnej katastrofy, której na szczęście tym razem nie było.

23:03, konread , Inne
Link Komentarze (5) »
środa, 16 lipca 2008

Nadszedł nareszcie czas aby rozprawić się ze zdjęciami z Wakacyjnego Campu Blogerów.

Jurata

Oczywiście początek miał miejsce w Juracie, gdzie otrzymaliśmy pierwsze zadanie, którego część trzeba było odczytać alfabetem morse'a. Naturalnie każda z grup dostała ułatwienie, czyli tabliczkę z alfabetem - co spotkało się z wielkim uśmiechem mojego znajomego, który jest marynarzem, kiedy mu relacjonowałem po powrocie, bo jak można nie znać tego na pamięć;) - to się nazywa zboczenie zawodowe! Po zdeszyfrowaniu wiadomości, wszyscy ruszyli do motorówek, zaś kapitanowie drużyn, musieli podać sternikom kurs, jaki mają obrać i jak długo się jego trzymać.

Jurata - molo i motorówki

Gdynia Orłowo

Przyznam że zadanie dla mnie było proste, gdyż tereny Trójmiasta znam dość dobrze i już po przeczytaniu wiadomości wiedziałem że chodzi o molo w Gdyni Orłowo, które jest znacznie mniejsze, od prestiżowego w Sopocie, lecz ma swój urok, choćby ze względu na to, że nie przewalają się przez niego kłęby urlopowiczów. Lecz aby nie było zbyt łatwo, jedna z osób miała za zadanie, dostać się na molo po drabince z motorówki:

Gdynia Orłowo - molo

a następnie znaleźć kolejną wiadomość, ukrytą bądź pod ławkami lub pod kutrami rybackimi wyciągniętymi na brzeg. Po paru chwilach, jak widać na zdjęciu zadowoloną twarz Guślarki, dalsze instrukcje były już w naszych rękach:

Gdynia Orłowo - molo

Babie Doły

Z otrzymanych informacji wynikało, że mamy płynąć konkretnym kursem, aż do dziwnej budowli wystającej z morza, wybudowanej przez więźniów w 1941 roku. O samych torpedowniach jeszcze napiszę kiedyś, ponieważ na temat tych obiektów, dogrzebałem sie do ciekawych informacji o tych obiektach rozsianych po Zatoce Gdańskiej.

Babie Doły - torpedownia

Po dopłynięciu do Babich Dołów i desancie na tamtejszą plaże, czekało nas kolejne zadanie, polegające na nadmuchaniu materaca, następnie wyznaczeniu osoby, którą reszta z drużyny będzie niosła do stóp wydmy. Wybór do tej misji padł na Hanulę - jako że najlżejsza z ekipy;)

Babie Doły - plaża

Następnie zadaniem osoby którą wszyscy nieśli, było wejście lub wbiegnięcie po schodach na sam szczyt i odebranie stamtąd kolejnych wskazówek:

Babie Doły - plaża

Więcej zdjęć znajdziecie na FotoForum, które sukcesywnie porządkuje i dokładam. Niestety czasu jak zwykle brak, a w mojej branży pomimo wakacji, zwyczajnie się chyba wszyscy szaleju nażreć musieli, jakby internet jako środek marketingowy dopiero co powstał!
Ciąg dalszy nastąpi...

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23