Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę
sobota, 31 maja 2008

Ciąg dalszy zdjęć z długiego weekendu. Jako że człowiek rozleniwiony pierwszego dnia, po oderwaniu od pracy przy ciągłej pracy nad klawiaturą, postanowiliśmy pójść na małą łatwiznę i podjechać z Piwnicznej autobusem do Kosarzysk, skąd droga na Niemcową jest znacznie krótsza, niż szlakiem z Piwnicznej, który jest o tyle znany, że można się dostać na Radziejową oraz schronisko PTTK na Przechybie lub Prechybie (obie nazwy tej góry jak się okazuje są poprawne). W Piwnicznwej przykuwa mój wzrok góral z kuflem piwa, wystający z jednej z kamienic przy rynku, który przetrwał próbę czasu gdyż pamiętam go jeszcze sprzed ponad 20 lat, kiedy tam była prawdziwa mordownia "Pod Góralem" (ponoć dalej wiele się nie zmieniło), jedna z nielicznych, w której wtedy można było poczekać spokojnie na pociąg powracając z gór. Widać ów góral dzierżący w dłoniach kufel piwa musi mieć ostrą ciupagę, skoro udało mu się ja wbić w elewację ceglanej kamienicy:

Piwniczna - góral reklamujący knajpę Pod Góralem

Po dotarciu do Kosarzysk, przed samym podejściem postanowiliśmy posilić się w knajpce, która z zewnątrz nie wygląda imponująco ani klimatycznie, jednak wewnątrz urzekły mnie malowidła pokrywające ściany:

Kosarzyska - malunki w knajpie
Kosarzyska - malunki w knajpie
Szliśmy tak już chyba szósty dzień,
A w każdej knajpie tak co najmniej cztery piwa.
Za oknami ciągle sterczy szczyt,
A drogi jakoś wcale nie ubywa.
Piwo albo góry - powiedziałem,
Odpowiedział: Oczywiście, góry!
Kelner! Jeszcze cztery piwa!

Ale wszystko pomimo niewyraźnej pogody, nie odbyło się jak w tej piosence;) Tylko po jednym kufelku. Po wyruszeniu z tego lokalu, spotykamy w Kosarzyskach kapliczkę, o tyle ważną, że zmierzając na Niemcową właśnie przy niej należy skręcić w prawo. O tyle ciekawa to kapliczka, że do jej budowy wykorzystano stare drewniane koło:

Kosarzyska - kapliczka
Kosarzyska - kapliczka

Idąc dalej, nim droga zaczęła się ostro piąć do góry, mijamy obok starej drewnianej szopie, wóz drabiniasty, ale... metalowy - no coż, cywilizacja:

Kosarzyska - wóz drabiniasty

Uprzedzony zostałem, że wprawdzie z Kosarzysk droga jest krótsza niż tą którą znam od Piwnicznej, jednak o wiele bardziej stroma i okazało się to prawdą, na tyle że po pierwszym kwadransie takiego wysiłku, człowiek miał już prawie dość niby szerokiej drogi, lecz dość stromo i cały czas konsekwentnie pnącej się pod górę, a odpoczynkiem na niej jest każde parę metrów płaskości, które zostały uchwycone na zdjęciu:

Stroma droga na Niemcową z Kosarzysk

ciąg dalszy nastąpi...

czwartek, 29 maja 2008

No i się wczoraj działo, tak jak ponad dwa lata temu, każdej środy, wczoraj nareszcie po długiej przerwie nareszcie odbył się pierwszy koncert Romana Roczenia w Gnieździe Piratów. Pomimo, że środek tygodnia, jak nazwa tego dnia także wskazuje, nigdy jeszcze nie widziałem takich tłumów w tej tawernie, ale co się dziwić, skoro zawsze pomimo że środek tygodnia i dawniej o miejscu przy stoliku bez rezerwacji na koncert Romka można było sobie jedynie pomarzyć, lub przyjść o 17-18-tej i czekać do 21. Wstyd się przyznać, ale wczorajszy koncert był jedynym na którym nie zdołałem wystać do końca, tak więc musiałem zadowolić się jedynie pierwszą tercją koncertu.

Nowa płyta: Roman Roczeń - W przerwie

Jak to było zapowiadane, każdy kto kupił bilet na koncert otrzymał w barze przy okazji zakupu piwa nową płytę, zatytułowaną "W przerwie":

Roman Roczeń - W przerwie

Na płycie znajduje się 17 utworów, z czego wszystkie znane bywalcom środowych koncertów w Gnieździe i innych miejsc gdzie Romek występował, wiec raczej nie przeżyjemy zapowietrzenia, tak jak to było w przypadku ukazania się jego pierwszej płyty "Chłodnia", której zawartość była w pełni premierowa. Także nagrania na nowej płycie są wprawdzie studyjne, jednak bez dodatkowych instrumentów, czyli tylko gitara plus zarąbiaszczy głos Roczenia. Pomimo to warto nabyć tą płytę warto, w szczególności że jakość tych nagrań jest o niebo lepsza, niż tych, które są udostępnione w formacie mp3 na stronie internetowej. Okładka, podobnie jak w przypadku poprzedniej posiada także napis w alfabecie braill'a. Ponieważ płyta została wydana przez Fudację Gniazdo Piratów, z pewnością będzie dostępna w lokalu lub stronie internetowej Romana Roczenia.
Dla zainteresowanych spis zawartości płyty:

  1. Róże z Dublina
  2. Miła
  3. Za spokój mego snu
  4. Ułan (kiedy ktoś się drze na całe Gniazdo "Szabla" - znaczy że o to mu się rozchodzi)
  5. We wtorek po sezonie
  6. Sielanka o domu
  7. Obudź się
  8. Na błękicie jest polana
  9. Krzyżowiec
  10. Życie to nie teatr
  11. Jesienne wino
  12. Baba ze stali
  13. Amsterdam
  14. Ballada o trzech bogach
  15. 24 lutego
  16. Fiddler's Green
  17. Zachodźże słoneczko
środa, 28 maja 2008
I już po długim weekendzie, który troszeczkę udało mi się przedłużyć, a raczej nagiąć i naciągnąć. Kiedyś sobie postanowiłem, aby tak ustawiać pracę aby przynajmniej raz w miesiącu na dni parę można było się wyrwać w góry. Plany, planami, póki co mamy maj i trzeci raz udało się zrealizować wypad w tym roku, wprawdzie o poprzednich nie pisałem, lecz głównie z powodu, że raz nie zabrałem aparatu, zaś za drugim razem aparat wziąłem, lecz w pośpiechu pakując plecak, z godziny na godzinę dosłownie postanawiając się wyrwać, zapomniałem naładować akumulatory - może ktoś kiedyś wymyśli takie akumulatory, które naładowane będą zwiększały swój ciężar, aby ich posiadacz wiedział co ładuje do kieszeni lub aparatu? ;)
6 rano w czwartek ruszamy ekspresem "Ernest Malinowski" zwanym przez złośliwców "Edgarem Gosiewskim" z powodu, że zatrzymuje się on we Włoszczowej Północnej, czyli najbardziej znanym peronem w Polsce, położonym w zasadzie w szczerym polu. Na peronie generalnie korzysta chyba tylko tamtejsza spółdzielnia mleczarska, której reklama wita ciekawskich pasażerów, podziwiających najgłośniejszy peron przez minutę postoju pociągu, hasłem "mamy pociąg do serów" czy też "kolej na nasze sery". Swoją droga mam jakieś szczęście, akurat kiedy po raz pierwszy przejeżdżałem w tym czasie przez ten peron, po powrocie dowiedziałem się że znowu jest głośno o Włoszczowej dzięki kiedyś postawionemu tam pomnikowi: Złoty Gosiewski i prokuratura.

Wiosna w Beskidach

Jadąc dalej, przez okno pociągu widziałem o dziwo pierwszy raz w życiu bociana czarnego w locie, gdzieś przed Rytrem, który szybował nad górami - niestety nikt nawet nie próbował robić zdjęcia, ponieważ i tak z dużej odległości i braku punktu odniesienia raczej nie wiele by można było zobaczyć poza sylwetką jakiegoś ptaka na tle nieba - ale zawsze to miła niespodzianka dla oka. Wysiadamy na stacji w Piwnicznej, skąd zaczynamy wędrówka do chaty pod Niemcową (o której w następnej części). Na rynku w Piwnicznej, ze znaną wszystkim studnią w centralnym miejscu witają nas kwitnące kasztany, pomimo że u nas w Warszawie już dawno przekwitły:

Piwniczna - kwitnące kasztany na rynku przy studni pod koniec maja
Piwniczna - kwitnące kasztany na rynku przy studni pod koniec maja

Zawsze kwitnące kasztany kojarzą się wielu osobom z czasem matur, a ponieważ w górach znacznie później kwitną, nie powinny się tam one odbywać w późniejszym terminie?;)Podobnie z drzewami owocowymi, kiedy u nas już praktycznie wszystko zaczęło wchodzić w stan lata, im wyżej, tym więcej spotykamy kwitnących jabłoni, a na wyżej położonych stokach, widać że dopiero wszystko teraz zaczyna kwitnąć:

Beskid Sądecki - kwitnące jabłonie pod koniec maja

Czy to nie jest sposób aby przedłużyć sobie wiosnę? Kiedy się tylko kończy się ona na Mazowszu ruszyć za nią w Beskidy...

Brzozy w Boże Ciało

W Piwnicznej akurat trafiamy na czas, kiedy mieszkańcy wracają z procesji Bożego Ciała. W kilku miejscach na rynku, obok którego wznosi się kościół, stoją ścięte świeżo brzozy, do których co chwila ktoś podchodzi odłamując gałąź i zabierając ją ze sobą. W sumie głupia spawa, ale nie mogę sobie przypomnieć tej tradycji, choć kiedyś musiałem się uczyć na pamięć wszelkich tradycji w różnych regionach naszego kraju, zdając egzamin na Organizatora Turystyki PTTK, cały wyjazd do dzisiaj męczyło mnie to, wprawdzie uczyłem się o tym równo 20 lat temu, ale jednak pamięć jest zawodna. Teraz właśnie wyszukałem w internecie po informacje aby wyjaśnić tą zagadkę. Ponoć zerwana gałąź brzozy po procesji Bożego Ciała i zaniesiona do domu, chroni dom przed pożarami a jego mieszkańców przed chorobami, zaś umieszczona w oborze, chroni także zwierzęta przed zarazą. W innych regionach Polski w różny sposób używa się gałęzi tego drzewa w różnych celach, cóż tradycja tradycja, tylko jakoś trochę jednak zrobiło się żal tylu ściętych brzóz, może dlatego że żywię spory sentyment do tych drzew...
cdn..

13:23, konread , Góry
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 maja 2008

W tym roku, pomimo, że do Gniazda Piratów mam bardzo blisko, jakoś nie ciągnęło mnie do tego przybytku w tym roku, teraz kiedy zaczął się maj i pogoda zaczęła nas nareszcie rozpieszczać, dwa wydarzenia sprawiły, że zamiast się nią rozkoszować, dwa wieczory spędzę właśnie w nim. Pierwszy wieczór godzien uwagi, odbędzie się jutro, czyli koncert zespołu Słodki Całus Od Buby. Ponieważ pierwotnie miały być na niego bilety, co z kolei wyklucza rezerwację stolika, miałem o nim nie wspominać, lecz szczęśliwie udało się nam w ostatniej chwili, po zmianie z koncertu biletowego na darmowy, zaklepać miejscówki;) Drugi zaś koncert, to długo oczekiwany na scenę Gniazda Piratów Romana Roczenia, który rozpocznie się od oczywiście koncertu w środę - 28 maja, po ponad dwuletniej przerwie. No a tak jeszcze nie dawno właśnie żałowałem, że nie ma możliwości posłuchania tego wykonawcy, w poście Roman Roczeń - czyli gdzie te środy. Ale to nie jedyna niespodzianka, gdyż sam koncert ma być połączony z premierą nowej płyty! Ciekawe tylko, czy to będzie oznaczało powrót środowych koncertów na stałe w program Gniazda...
Jako że wszystko to co było zakryte, już dawno wypłynęło na wierzch, czyszcząc dysk z wspomnień, wrzuciłem na jutuba trzy fragmenty z opisywanego już koncertu, zespołu Słodki Całus Od Buby z tawerny Gniazdo Piratów, który się odbył w zeszłym roku 1-go września, o którym pisałem i zamieściłem utwór "Słuchając Kelusa". Tym razem fragmenty z utworami "Wiosna z gór":

"Niebieskooki sen":

oraz "Najsmutniejsza z moich piosenek":

Informację o koncercie pisze późno, lecz na prawdę warto, gdyż w Gnieździe Piratów, Słodki Całus Od Buby, pojawia się raz do roku, choć w Warszawie czasami częściej, ostatnio w Domu Kultury na Stokłosoch (ale nie ma to, jednak jak Żolibórz!), na który niestety nie dotarłem, lecz czas nadrabiać stracony czas...
Polecane strony w temacie:
Słodki Całus Od Buby
Roman Roczeń
Tawerna Gniazdo Piratów

niedziela, 11 maja 2008

No i ostatnia część zdjęć z Kłodzka, tym razem miasto ze strony zakamarków poza szlakami turystycznymi.
Zawsze uważam, że jeśli ktoś chce naprawdę poznać jakieś miasto, powinien wyrzucić przewodnik i zapomnieć z niego listę "obowiązkowych zabytków", zatopić się w cześć miasta, która nie jest w nich opisywana, lecz musi ona być stara, z murami domów i kamienic, które co najmniej przez wiek były świadkami życia ich mieszkańców, poczuć to co potrafią one nam przekazać, jak żyli, ich radości i smutki, z czasów lepszych i gorszych - usłyszymy to wszystko o ile potrafimy czuć... Wyrusz tam gdzie nie zapuszczają się krzykliwe grupy turystów, brak zgiełku ułatwia to zadanie. Jeśli nie byłeś w Warszawie na Pradze, w Krakowie na Kazimierzu czy w Gdańsku w Nowym Porcie itd. - nie mów że poznałeś te miasta... Prawie każde miasto posiada takie miejsca, gdzie czas się zatrzymał, a gdyby ktoś pokusił się na kręcenia filmu, którego akcja by miała się toczyć na początku XX wieku a nawet w XIX-tym, właściwie po usunięciu z\ tych ulic samochodów, scenograf nie miałby tam wiele do roboty. Lecz jeśli chcesz jeszcze lepiej poznać dane miasto, idąc uliczkami tych walących się, starych i zaniedbanych dzielnic, odnajdź najgorzej wyglądająca spelunę, piwiarnię, wejdź do niej, zamów piwo. Jeśli jesteś dobrym rozmówcą, niezbyt nachalnym, dowiesz się więcej o tym mieście, jego historii, a przede wszystkim o ludziach, którzy tak naprawdę stworzyli i tworzą te miejsca... Jeżeli ktoś czytał książki Marka Nowkowskiego o starej Warszawie, lub widział cykl reportaży "Powidoki Marka Nowakowskiego" - będzie wiedział o co mi chodzi.
Ale powracam do Kłodzka. W tym mieście są dwie stacje kolejowe: Kłodzko-Główne oraz Kłodzko - Miasto. Stacja Kłodzko - Miasto jest położona tuż przy dworcu PKS, lecz nie posiada budynku dworcowego, cała stacja to tylko jeden peron z pawilonikiem mieszczącym kasę biletową. Ponieważ goszcząc w tym mieście, pozostało mi kilka godzin do pociągu, postanowiłem na piechotę dostać się do stacji Kłodzko - Główne, które swą nazwą sugerowało że jest to główny dworzec w tym mieście. I tuta pomylił by się srodze ten, kto sądzi sugerując się nazwą że stacja kolejowa Główna jest główną, po dotarciu okazało się że jest tam stary duży budynek stacyjny, lecz poza kasami wszystko pozamykane, zero gastronomii ani nawet otwartego zwykłego kiosku! Ponieważ czasu było sporo, więc oczywiście spacerek pomiędzy obiema stacjami był na piechotkę, co zaowocowało kilkoma zdjęciami z miejsc właśnie mało turystycznych, lecz klimatycznych. Na początek ładna kamieniczka narożna:

Kłodzko - kamienica narożna
oraz stary dom drewniany, niestety jak zajrzałem do środka w stanie fatalnym - ładniej wyglądał z zewnątrz:
Kłodzko - stary drewniany dom z dużą werandą
A tutaj zagadka, jest to budowla już opodal dworca Kłodzko Główne, wyrastająca przy samych torach kolejowych, lecz jakie było jej przeznaczenie:

Kłodzko - dziwna budowla przy torach

No i oczywiście sam budynek dworca, z niemiło pachnącą poczekalnią i jedynie funkcjonującymi w nim kasami biletowymi:

Budynek dworca kolejowego Kłodzko Główne

Jak dworzec główny, to i oczywiście wieża ciśnień, które kiedyś były zawsze budowane przy dworcach, między innymi aby było ciśnienie w wielkich kranach które kiedyś dostarczały wody parowozom:Dworzec Kłodzko Główne i wieża ciśnień I ciekawostka, wiata - garaż dla taboru kolejowego:

Dworzec Kłodzko Główne i wieża ciśnień

I to już definitywny koniec czyszczenia dysku ze zdjęć z Kłodzka. A ponieważ koniec taki zahaczający o dziwne stacje kolejowe, coś z jutuba, a konkretnie utwór grupy Słodki Całus Od Buby - Pociągi, "Są pociągi o zmierzchu, jechać nimi to błąd...", z dedykacją wszystkim znajomym, aby wiedzieli, kiedy należy wysiać z pociągu jadącego do nikąd...

Ponieważ jakość kiepska, w dodatku ucięty na końcu, postanowiłem władować kilka nagrań troszkę w lepszej jakości, ale to w następnym poście...

 
1 , 2