Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę
czwartek, 31 stycznia 2008

Co by człowiek robił jeszcze dwa lata temu w środowy jesienny wieczór? Oczywiście by poszedł do tawerny Gniazdo Piratów na koncert Romka Roczenia... Tak jakoś teraz sobie to odkurzyłem w pamięci, pracując, popijając wiśniówkę (która w gąsiorku ze trzy lata zapomniana stała) i słuchając genialnej płyty Chłodnia oraz innych mp3-jek ze strony Romana Roczenia. Tak sie zastanawiam teraz, co sprawiało, że w środy, prawie zawsze podczas jego koncertów, pomimo, że był to środek tygodnia, w tawernie Gniazdo Piratów nie można było znaleźć miejsca. A jeśli nie można było sie udać na koncert, a miało się dostęp do netu, dzięki transmisji na żywo na jego stronie, można było sobie wzbogacić środowy wieczór. Pewnie po za samym faktem, że gitara w jego rękach, brzmiała jak by na scenie grało co najmniej trzech ludzi i chyba fakt, że repertuar, nie ograniczał się jedynie do szant (każdemu się dawno znudziło, że każda grupa grała to sama, a na dodatek tak samo), ale także że sięgał po teksty z nurtów poezji śpiewanej i piosenki turystycznej. Niby grywał to samo, co inni, tekstów autorskich nie miał, a jedyne oryginalne rzeczy, które wykonywał powstały we współpracy z Agatą i Piotrem Bukartyk, ale pomimo że niby to samo, wszystko brzmiało w wyjątkowy sposób. Pamiętam że kiedy pierwszy raz usłyszałem utwory w wykonaniu Roczenia z jakiś właśnie mp3-jek, zobaczyłem pięknie wykonaną jego stronę, dodatkowo z genialnym na nim radiem, na którym można było także odkryć lub powspominać z tego gatunku muzycznego innych wykonawców, i miałem się wybrać na jego koncert, nie mogłem zbytnio uwierzyć, że jest to osoba niewidoma, pomimo że w końcu pracowałem przez jakiś czas z osobami autystycznymi a także coś kiedyś organizowaliśmy dla dzieci niewidomych w Laskach - to niestety u nas osoby w jakikolwiek sposób inne, są spostrzegane zbyt często jako ponure, ponure a nawet zakompleksione - i w tym miejscu należy chylić czoło przed postacią Roczenia, bo z tego co wiem, u wielu osób, to wyobrażenie o ludiach niepełnosprawnych zdołał zmienić. Nie wiem jak z legalnością plików na Wrzucie, ale poniżej kilka linków na długie wieczory z płyty Chłodnia, którą polecam, choć nie mam pojęcia czy jest jeszcze gdzieś dostępna - lecz wykonania na płycie są jeszcze z towarzyszeniem innych instrumentów, niż jedynie gitara Romka, które tylko upiększyły w bardzo przemyślany sposób studyjne nagrania.

Roman Roczeń - Chłodnia

Poniżej trzy nagrania, moim zdaniem rewelacyjny owoc współpracy właśnie Roczenia z Bukartykiem:

Malenka miłość:
Roman Roczeń - Malenka miłość

Do Ginewry:
Roman Roczeń - Do Ginewry

Chłodnia:
Roman Roczeń - Chłodnia

Dla nie wtajemniczonych, co się w ogóle stał, że Romek już (a przynajmniej na razie) nie grywa w Gnieździe Piratów i innych warszawskich lokalach. Otóż w 2006 roku zorganizował rejs morski dla niewidomych, projekt ten nosi nazwę "Zobaczyć Morze" i sam także udając się na ten rejs na pokładzie żaglowca Zawisza Czarny, na nieszczęście po zawinięciu do portu w Oslo, schodząc na lad, spadł z trapu, co zaowocowało pękniętym drugim kręgiem szyjnym czyli uszkodzeniem kręgosłupa. Zapewne wielkie samozaparcie w procesie rehabilitacji sprawiło, że już porusza się jak dawniej, o czym informowałem przy okazji relacji z koncertu Starych Dzwonów. Teraz wszyscy czekamy, aż Roman Roczeń znowu chwyci swą gitarę, aby zachwycać i wzruszać.
Więcej do posłuchania znajdziemy tu:
Starsze nagrania
Nagrania domowe
Fragmenty z płyty Chłodnia

wtorek, 29 stycznia 2008
Nawiązując do poprzedniego postu o tawernie Czarna Perła i stosunku do klienta jak za czasów mrocznych PRLu, przypomniała mi się pewna historia. W 2006 roku wybraliśmy się ze znajomymi na Bieszczadzkie Anioły. Generalnie koncerty odbywały sie przez cały tydzień w Cisnej, lecz ostatni koncert główny (a właściwie niestety taki Woodstok piosenki turystycznej i poezji śpiewanej), w oddalonej o parę kilometrów Dołżycy, w ośrodku, który nosi nazwę, omen nomen - "Cień PRLu". Sam wystrój knajpy w tym ośrodku, dla niektórych kontrowersyjny, bo na ścianach portretami "wielkich przywódców" tamtej epoki, "wodzami rewolucji" ale także różnymi przedmiotami raczej użytku codziennego z tamtych czasów. Tutaj poczynię małą dygresję, dlaczego mnie to nie razi, pamiętam happeningi w Warszawie Pomarańczowej Alternatywy w 1988-89, wtedy przypinano sobie znaczki właśnie z wodzami rewolucji w formie buntu i nawet było to zabawne kiedy ZOMO spałowało kogoś że miał w klapie znaczek z tow. Leniem lub Stalinem;) Ale wracając do tematu, stanąłem w Cieniu PRLu w kolejce do baru. Za ladą nalewało piwo i podawało potrawy, dziewczę czarnowłose, lecz pasowało do tego miejsca jak ulał, i nie piszę tego z jakąkolwiek złośliwością. Stojąc w kolejce w tak wystrojonym lokalu przytoczę dwa wydarzenia, które utkwiły mi w pamięci, nawet teraz doprowadzając do śmiechu:
Scena pierwsza, klientka podchodzi do baru i pyta się barmanki
klientka - Chciałam zamówić piwo kuflowe, ale proszę powiedzieć jakie ma Pani rodzaje piwa z beczki?
barmanka oburzonym głosem - Co Pani? W Bieszczadach Pani jest więc tylko Leżajska leję!

Scena druga, klient i frytki
klient: Chciałem prosić o frytki
barmanka- Nie ma takiej możliwości, frytki podajemy tylko i wyłącznie razem, w zestawach obiadowych
klient - Proszę Pani... ale może jednak dało by się zamówić osobno?
barmanka - Nie, nie da rady!
klient - Ale ja bardzo proszę...
barmanka, najwyraźniej w polepszonym nastroju - No wie Pan, jest rada, niech Pan zamówi zestaw, wypieprzy mięsko i surówkę i będzie Pan miał same frytki

No i właśnie, do takiego lokalu pasowało to IDEALNIE :)) Nie wiem wprawdzie czy to dziewcze starało swe zachowaniu dostosować do lokalu w którym podjęło się pracy barmanki, czy też taki jest zwyczajnie charakter tej osoby - to nieważne. Powiem więcej, nawet coś we mnie pękło i wróciły wspomnienia z lat 80-tych, kiedy przemierzałem z przyjaciółmi Bieszczady i Beskidy (ze szczególnym upodobaniem jednak do Beskidu Niskiego) i wszędzie takie klimaty się spotykało;) Nie abym tęsknił za tymi czasami, ale jednak przywołuje to dziwnie nawet miłe wspomnienia z tamtych czasów.

Bieszczadzkie anioły - Cień PRLu

A ponieważ władowałem to nie wiedzieć czemu, do działu "muzyka", to coś z yutuba z zeszłorocznych Bieszczadzkich Aniołów, pierwszy filmik w szczególności mi sie spodobał, gdyż jego autor zauważył, że na koncercie głównym, nie występuje jedynie Stare Dobre Małżeństwo, zaś drugi właśnie z jakiegoś koncertu w Cisnej:


Warto także zajrzeć, bo w temacie:
Cień PRL-u - polecam
Bieszczadzkie Anioły - polecam z wyjątkiem koncertu głównego, co już wyjaśniałem w dyskusji w komentarzach Bieszczadzkie Anioły - nieudana ucieczka

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Tak już wspominałem, parę tygodni temu spotkała mnie i moich znajomych, niezbyt minie i moich znajomych, dość niesympatyczna rzecz w warszawskiej tawernie Czarna Perła na Kolejowej. Pewnie bym o tym nie pisał, gdyby nie fakt, że w kilku postach zachwalałem to miejsce. Nie będą to też słowa, sklecone na żywo, więc bez złego ładunku emocjonalnego. Otóż skuszeni wizją koncertu EKT Gdynia w Czarnej Perle, na parę dni przed, rozesłałem wici po znajomych, a ponieważ akces na ten koncert zgłosiła znajoma w ciąży i kolega trochę starszy odemnie lecz mający dodatkowo kłopoty z kręgosłupem w szczególności kiedy zbyt długo stoi, postanowiliśmy dokonać telefonicznej rezerwacji stolika. Od znajomego który chciał dokonać rezerwacji, dowiedziałem się, że pani która odebrała telefon słysząc że chce zrobić rezerwację roześmiała się (w sumie wiadomo grupa miała wystąpić dość znana) i odpowiedziała, że już wszystko jest zarezerwowane, lecz mają zasadę, że rezerwacji podlega tylko 50% stolików, wiec jeśli zjawimy się odpowiednio wcześniej, z pewnością nie będzie żadnego problemu. I tak też uczyniliśmy... lecz po dotarciu na Kolejową o 19-tej, okazało się że stolików bez tabliczki "rezerwacja" naliczyliśmy 5, które już były zajęte - no cóż, gdyby ww Czarnej Perle było jedynie 10 stolików, nie zdziwilibyśmy się tak bardzo, jednak każdy kto kiedykolwiek był w tej tawernie, wie że stolików jest znacznie więcej. Ponieważ większość stolików objętych rezerwacją była pusta, postanowiliśmy jednak nie zniechęcając się poczekać sącząc piwo (oczywiście z wyjątkiem koleżanki w ciąży), zaś od kogoś z obsługi tawerny dowiedzieliśmy się, że jeżeli do 21-wszej nikt się przy zarezerwowanym stoliku nie zjawi (jest to pora rozpoczęcia się koncertu), rezerwacja jest anulowana. Słysząc tą wieść, niepewnie, ale usiedliśmy przy jednym z nich, i uradowani że już nadeszła 21-wsza i czas koncertu, oraz anulowania rezerwacji - poczuliśmy się już pewniej. I to był błąd. Wpierw przybiegła do nas dziewczyna z obsługi tawerny, komunikując, że stolik ten (jak i trzy będące w sąsiedztwie) są zarezerwowane. Jednak pozostaliśmy przy nim. Potem przybiegł chłopak z obsługi, (mówił że jest właścicielem w co akurat jakoś nie wieże) wyprosił nas od tego stolika, że ma tutaj przyjechać jakaś wycieczka. No ale apogeum cała ta historia osiągnęła i moja wściekłość, kiedy po 30 minutach, kiedy odeszliśmy od stolika i słuchaliśmy muzyki, zauważyłem że przy owym stoliku siedzą tylko i wyłącznie dwie dziewczyny, które jak sie potem okazało były barmankami z tawerny Gniazdo Piratów (po służbie) i od nich się dowiedziałem że te stoliki są WOLNE.

warszawska tawerna Czarna Perła - EKT Gdynia

Po tym wydarzeniu nie powiem, że moja noga tam więcej nie powstanie w szczególności kiedy będzie jakiś interesujący koncert, ale niech ta opowieść będzie przestrogą dla innych. Poczułem się trochę jak w czasach PRLu, kiedy podobnie się zachowywały ekspedientki w sklepach, bufetowe w barach - ale to było w dawnej epoce. Ksiądz profesor Józef Tishner mówił wprawdzie, że homosowietykus tkwi w każdym z nas, lecz wydaje mi się że ta myśl, tyczyła się osób, które pracowały a nawet dorastały w tamtym systemie, patrząc na młody wiek osób pracujących w Czarnej Perle, dochodzę do wniosku, że homosowietykus musi się także rozpleniać genetycznie. Z resztą co do Warszawy, tu konkurencja jest jednak spora i niech poniższa lista pomoże Wam w wyborze dobrego lokalu, a jak widać jest w czym wybierać, jeśli chodzi o tawerny w których odbywają się koncerty codziennie oraz miejsc w których są one sporadycznie, ale zawsze na coś interesującego można trafić:
Tawerna Gniazdo Piratów - koncerty codziennie
Tawerna - klub żeglarski Przechyły - koncerty codziennie
Taverna 10 w skali Beauforta - obecnie w trakcie przeprowadzki, ale koncerty codziennie
Tawerna Czwarta Szklanka - koncert wprawdzie sporadyczne, ale za to zacny grog tam serwują
Pub Barakuda - koncerty codziennie

niedziela, 27 stycznia 2008

Dawno tutaj nie pisałem, lecz miałem tutaj nie pisać o niewesołych sprawach, a jakoś wesołych akcentów chyba brak. Trochę to może wina systemu pracy który przyjąłem, przestawiając się całkiem na tryb nocny, jest to o tyle ciekawe że przy krótkim dniu nawet można słońca nie oglądać, choć z drugiej strony, jest możliwość się na prawdę skupić przez kilkanaście godzin doby i nieobserwowania tej nudnej pogody za oknami. Nawet wyrwanie się z Warszawy na dwa dni samymi świętami Bożego Narodzenia w Beskid Sądecki, także za sprawą pogody, nie przyniosło jakoś radości. Zamiast spodziewanego śniegu i typowej zimy, zastałem pluchę i błocko, jakbym sie ze stolicy nie ruszył. A co sie stało? W sumie nic wyjątkowego, co wszystkim nie przytrafia się po X razy w życiu. Choć człowiek pamięta aby się strzec ludzi, którzy niemal na siłę starają się pozyskać nasze zaufanie, po pewnym czasie z pełną naiwnością znowu pchamy się w to samo, choć doświadczenie i rozum podpowiada zupełnie co innego, lecz to chyba mamy wszyscy zakodowani, tęsknotę za dziecięcą naiwnością, która każe nam w innych ludziach doszukiwać się wyjątkowości. Wtedy jeśli nam się nie zaświeci kontrolka ostrzegawcza, warto stanąć sobie całkiem z boku i popatrzeć z perspektywy postronnego obserwatora - choć to zadanie nie łatwe, i schować głęboko to, co nam sie jedynie wydaje, i zdać się właśnie na obiektywną ocenę sytuacji oraz zapomnieć o jakieś mitycznej wyjątkowości sytuacji. Nierzadko wtedy złapiemy się za głowę z naszej bezgranicznej głupoty, z powodu naszej łatwowierności w słowa;) - i w tym ta szara wyprawa w góry akurat mi pomogła...
Pamiętać także należy o tym, że osoby zbyt często powtarzające jak mantrę, o swoich zaletach - właśnie ukryć chcą przed nami prawdziwe oblicze, które jest odwrotne od treści tych słów. Dawno temu z resztą, powinienem sie tego nauczyć, między innymi z powodu pewnego pracodawcy, u którego krótko wszakże pracowałem, który nie mógł przeżyć dnia, aby kogoś na czymś nie okantować, ale kilka razy dziennie mi powtarzał: "Panie Konrad, ja jestem bardzo uczciwy człowiek" - nie był on Polakiem, ale nie o nację tu chodzi, tylko że tak samo jak w przypadku naszych politycznych prawicowych oszołomów, X razy dziennie muszą zapewniać przed kamerami o swym wielkim patriotyzmie i wierze, co dobrze z doświadczenia wiemy, że w ich przypadku jest zupełnie na odwrót, ale ci ludzie chyba święcie w to wierzą, że każde kłamstwo kilka razy dziennie powtarzane, w cudowny sposób stanie się w końcu prawdą, inni za to potrafią wyprodukować sztuczne strumienie łez, nie wiem czy aby sie uwiarygodnić, czy aby tylko podbudowywać dramatyzm sytuacji. Gdzieś przeczytałem, że "tylko dla przeżyć warto żyć, aby móc je komuś opowiadać" - inni właśnie to stawiają za cel swojego życia, nie licząc sie z nikim. I cały dowcip polega na tym, że uwierzyć komuś raz, nie jest rozsądne, ale parę razy tej samej osobie, jest już istotnie głupotą, a może podświadomą chęcią samounicestwienia? Tak czy inaczej będzie jeszcze jeden smutny wpis, o Tawernie Czarna Perła, którego też nie chciałem zamieszczać świeżo po po pewnych wydarzeniach sprzed kilku już tygodni, które mnie tam spotkały, aby zbyt mocno nie pojechać po tym lokalu na świeżo targany przesadnie emocjami z tym związanymi, ale muszę, skoro parę razy to miejsce zachwalałem:P

p.s.
Dzięki Hanula za wpisy i życzenia, i przepraszam że nie odpisywałem, lecz pomimo tkwienia w sieci prawie non-stop, czas mi się jakoś skurczył...

09:41, konread , Inne
Link Dodaj komentarz »