Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu

Zielony Żoliborz, bankowy Żoliborz

Plac Wilsona czy plac bankowy?

O Warszawie mało piszę, prawie wcale, ale są rzeczy, po przeczytaniu których trudno pozostać jedynie biernym obserwatorem. Wczoraj z grupy Żoliborskiej na GoldenLine, otrzymałem do podpisania petycję, tego co wyprawia się z czynszami na lokale użytkowe na samym placu Wilsona i okolicy. Tutaj znajdziecie tą petycję:

Petycja w sprawie placu Wilsona

Na placu Wilsona bywam często i co sie rzuca w oczy to niesamowita ilość oddziałów różnych banków, kosztem księgarń, kawiarń i innych sklepów. Najlepszym przykładem jest to, że po podniesieniu czynszów przez tamtejszą spółdzielnię mieszkaniową, cukiernia Bliklego zapowiedziała że jej nie stać na tak wysokie opłaty, która znajdowała sie przy kinie Wisła, a wszyscy Warszawiacy wiedzą, że jest to lokal renomowany, i wcale nie z najniższymi cenami, który stać na czynsz w atrakcyjnych miejscach.

Plac Wilsona i banki

Cała sytuacja dziwi mnie o tyle, że generalnie banki, w dobie usług internetowych oraz sieci bankomatów, wycofują sie z prowadzenia klasycznych oddziałów, i tym samym obniżając koszty własne. Widać na Żoliborzu zapanowała pomiędzy bankami niezdrowa konkurencja, która w sposób negatywny odbija się na okolicznych mieszkańcach i osobach które często bywają na placu Wilsona i okolicach, zaś spółdzielnie mieszkaniowe zamiast dbać o dobro mieszkańców, zamieniają w prywatne przedsiębiorstwa, korzystając z tej sytuacji. A o to kilka suchych liczb, obecnie na samym placu Wilsona znajduje się 9 banków, zaś w najbliższej okolicy 30!!!
Swoją drogą nie dalej jak wczoraj właśnie wracając z Centrum, chciałem coś zjeść przy pl. Wilsona, i oczywiście jest to nie możliwe, akurat jedyne miejsce które pozostało w dyspozytorni ZTM, przywitało mnie karteczką "Urlop", choć z drugiej strony cieszę się, że poznikały paskudne budy z hod-dogami z placu, to jednak nic nie zostało stworzonego w zamian!

Krakowskie przedmieście bez kiosków

Skoro już się przełamałem i zacząłem pisać o Warszawie, jeszcze jedna rzecz która mnie uderzyła parę dni temu, załatwiając służbowe sprawy, zawędrowałem na Powiśle, skąd przespacerowałem się pod Uniwersytet Warszawski, aby stamtąd wrócić autobusem do domu. Nie mam w zwyczaju kupować biletów na zapas, więc zacząłem szukać kiosku. I co się okazało? na całym Krakowskim Przedmieściu zlikwidowano w ramach remontu kioski! Doszedłem aż do placu Zamkowego, a tam także wszystkie zniknęły. Dopiero na ulicy Miodowej ale przy ulicy Długiej dorwałem jedyny jak widać zachowany kiosk który działa w bloku. Cóż akurat jest sezon turystyczny, i akurat to może być fatalną wizytówką miasta i to jeszcze na tak reprezentacyjnej, zdawać by się mogło ulicy. cześć i chwała za to, że poznikały paskudne budki z fastfoodami, ale z kioskami to już ktoś poważnie przesadził. W sumie ja nie narzekam, miałem czas, pogoda ładna, dobrze mi zrobił trochę dłuższy nie planowany spacer, zaś bilet mogłem nabyć w autobusie, ale w końcu kioski nie ograniczają się jedynie do handlu biletami!

sobota, 26 lipca 2008, konread

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/07/27 10:15:36
Znam ten kiosk - ostatnoi fajki w nim kupowałam.
Dziękuję za życzenia imieninowe.
Buziaki.
-
2008/07/27 13:43:34
No tak, ale od pomnika Kopernika, któremu gwizdnęli niedawno sferę, aż do tego miejsca kiosku nie uświadczysz, mam nadzieję że to stan przejściowy, ale i tak dziwne, że natychmiast czegoś w miejsce starych nie postawili, w końcu tam zawsze przewijają sie tłumy ludzi.
-
2008/07/29 01:25:22
Petycję wilsonowską podpisałam. Wirtualnie ale zawsze :)
-
2008/09/22 01:05:14
Podobna sytuacja, jak ta na placu Wilsona jest teraz w bloku w którym mieszkam, na warszawskim Ursusie. Od początku ostatnich wakacji zlikwidowane zostały cztery sklepy, a w ich miejscu otworzone zostały banki. Nie jest to jednak, tak jak w przypadku Placu Wilsona, kwestia podniesienia czynszu przez spółdzielnię. Właściciele sklepów, które działały tam wcześniej mieli lokale na własność. Banki za ich wynajem zaoferowały tak wielkie pieniądze, że prowadzący sklepy stwierdzili, że bardziej opłaca im się wynająć lokal, niż prowadzić dalej sklep. Część z nich oczywiście przeniosła się gdzieś w inne miejsce, ale niestety już nie w mojej bezpośredniej okolicy. Mam zatem w bloku już tylko trzy sklepy spożywcze (przed wakacjami było pięć).

ps. o dziwo blok wcale nie jest duży, ledwo 120 mieszkań.