Lista wpisów
Wyprawy Wędkarskie badania rynku
Konrad Redel

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu

W pogoni za wiosną w Beskidzie Sądeckim

I już po długim weekendzie, który troszeczkę udało mi się przedłużyć, a raczej nagiąć i naciągnąć. Kiedyś sobie postanowiłem, aby tak ustawiać pracę aby przynajmniej raz w miesiącu na dni parę można było się wyrwać w góry. Plany, planami, póki co mamy maj i trzeci raz udało się zrealizować wypad w tym roku, wprawdzie o poprzednich nie pisałem, lecz głównie z powodu, że raz nie zabrałem aparatu, zaś za drugim razem aparat wziąłem, lecz w pośpiechu pakując plecak, z godziny na godzinę dosłownie postanawiając się wyrwać, zapomniałem naładować akumulatory - może ktoś kiedyś wymyśli takie akumulatory, które naładowane będą zwiększały swój ciężar, aby ich posiadacz wiedział co ładuje do kieszeni lub aparatu? ;)
6 rano w czwartek ruszamy ekspresem "Ernest Malinowski" zwanym przez złośliwców "Edgarem Gosiewskim" z powodu, że zatrzymuje się on we Włoszczowej Północnej, czyli najbardziej znanym peronem w Polsce, położonym w zasadzie w szczerym polu. Na peronie generalnie korzysta chyba tylko tamtejsza spółdzielnia mleczarska, której reklama wita ciekawskich pasażerów, podziwiających najgłośniejszy peron przez minutę postoju pociągu, hasłem "mamy pociąg do serów" czy też "kolej na nasze sery". Swoją droga mam jakieś szczęście, akurat kiedy po raz pierwszy przejeżdżałem w tym czasie przez ten peron, po powrocie dowiedziałem się że znowu jest głośno o Włoszczowej dzięki kiedyś postawionemu tam pomnikowi: Złoty Gosiewski i prokuratura.

Wiosna w Beskidach

Jadąc dalej, przez okno pociągu widziałem o dziwo pierwszy raz w życiu bociana czarnego w locie, gdzieś przed Rytrem, który szybował nad górami - niestety nikt nawet nie próbował robić zdjęcia, ponieważ i tak z dużej odległości i braku punktu odniesienia raczej nie wiele by można było zobaczyć poza sylwetką jakiegoś ptaka na tle nieba - ale zawsze to miła niespodzianka dla oka. Wysiadamy na stacji w Piwnicznej, skąd zaczynamy wędrówka do chaty pod Niemcową (o której w następnej części). Na rynku w Piwnicznej, ze znaną wszystkim studnią w centralnym miejscu witają nas kwitnące kasztany, pomimo że u nas w Warszawie już dawno przekwitły:

Piwniczna - kwitnące kasztany na rynku przy studni pod koniec maja
Piwniczna - kwitnące kasztany na rynku przy studni pod koniec maja

Zawsze kwitnące kasztany kojarzą się wielu osobom z czasem matur, a ponieważ w górach znacznie później kwitną, nie powinny się tam one odbywać w późniejszym terminie?;)Podobnie z drzewami owocowymi, kiedy u nas już praktycznie wszystko zaczęło wchodzić w stan lata, im wyżej, tym więcej spotykamy kwitnących jabłoni, a na wyżej położonych stokach, widać że dopiero wszystko teraz zaczyna kwitnąć:

Beskid Sądecki - kwitnące jabłonie pod koniec maja

Czy to nie jest sposób aby przedłużyć sobie wiosnę? Kiedy się tylko kończy się ona na Mazowszu ruszyć za nią w Beskidy...

Brzozy w Boże Ciało

W Piwnicznej akurat trafiamy na czas, kiedy mieszkańcy wracają z procesji Bożego Ciała. W kilku miejscach na rynku, obok którego wznosi się kościół, stoją ścięte świeżo brzozy, do których co chwila ktoś podchodzi odłamując gałąź i zabierając ją ze sobą. W sumie głupia spawa, ale nie mogę sobie przypomnieć tej tradycji, choć kiedyś musiałem się uczyć na pamięć wszelkich tradycji w różnych regionach naszego kraju, zdając egzamin na Organizatora Turystyki PTTK, cały wyjazd do dzisiaj męczyło mnie to, wprawdzie uczyłem się o tym równo 20 lat temu, ale jednak pamięć jest zawodna. Teraz właśnie wyszukałem w internecie po informacje aby wyjaśnić tą zagadkę. Ponoć zerwana gałąź brzozy po procesji Bożego Ciała i zaniesiona do domu, chroni dom przed pożarami a jego mieszkańców przed chorobami, zaś umieszczona w oborze, chroni także zwierzęta przed zarazą. W innych regionach Polski w różny sposób używa się gałęzi tego drzewa w różnych celach, cóż tradycja tradycja, tylko jakoś trochę jednak zrobiło się żal tylu ściętych brzóz, może dlatego że żywię spory sentyment do tych drzew...
cdn..

środa, 28 maja 2008, konread

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/05/29 08:11:52
Dla mnie kasztany to też matury.
Piękne są Twoje zdjęcia.
Odnośnie aparatu to zawsze ze sobą zapasowe naładowane akumulatory biorę.
W Piwnicznej kiedyś z klasą byłam.
Serdecznie pozdrawiam.
-
2008/05/29 15:54:10
Hanula, ale właśnie ja także zabrałem dodatkowe akumulatory i zawsze zabieram, tylko nie zawsze pełne ;)